3 sty 2012
Tak zakończyliśmy ten stary 2011 rok..
Tak zakończyliśmy ten stary 2011 rok...
Grudzień dla dzieciaków z grupy ministranckiej Św. W.Pallottiego, był bardzo ciekawy i bogaty w nowe doświadczenia i przygody.
Z nie cierpliwością ministranci wyczekiwali przerwy świątecznej zwanej tu Vacaciones de Navidad – wakacje Bożego Narodzenia. Trwają one w Meksyku od trzeciej niedzieli adwentu aż do 3 stycznia. Dla naszej grupy ministranckiej w tym czasie nie ma wakacji od kościoła i specjalnych zajęć połączonych z zabawą, wypoczynkiem, katechezą i wycieczkami. Coś i dla ciała i dla ducha.
Wakacje rozpoczęliśmy z wysokiego „C”. Już w trzecią niedzielę adwentu, udaliśmy się wspólnie z rodzicami do nowo otwartego Centrum Kultury Meksykańskiej w Texcoco. Na początek dnia wysłuchaliśmy koncertu gitarowego, a zaraz po nim udaliśmy się do filharmoni na koncert Chóru stanowego Meksyku i pozostały czas dzieciaki spędziły na zabawach w parku.
Kolejne dwa dni to spotkania formacyjne, oczywiście na luzie, połączone ze sprawami grupy i dobrą zabawą no i przedświtecznymi porządkami w zakrystii ministranckiej.
Po świętach 27 grudnia wyjechaliśmy na wycieczkę. Pierwotnie miał to być wyjazd na baseny jednak ostatecznie po rozmowie z rodzicami wybraliśmy się na dwu etapową wycieczkę. Najpierw pojechaliśmy do Matki Boże z Gwadalupe, gdzie wysłuchaliśmy Mszy Św. dziękując Bogu przez wstawiennictwo Matki za trzy lata działalności grupy ministrantów oraz za wszystkie dobro jakieś my otrzymali z obfitości Bożej, prosząc o Dalsze łaski i opiekę.
Drugim etapem tego dnia była wizyta w kolejnym miejscu związanym z historią i kulturą meksyku mowa o Piramidach z Teotihuacan. Tam spędziliśmy drugą część dnia w palącym słońcu. Pomimo upału nie zrezygnowały dzieci z największej atrakcji piramid: wejścia na samą górę piramidy del Sol - piramidy Słońca. Naliczyliśmy 240 stopni, których pokonanie wcale nie należy do łatwych. Ostatecznie poza kilkoma mamami dotarliśmy na samą górę, gdzie jak tradycja i legęda głos,i czerpie się pozytywna energię życiową. Po naładowaniu się energią zeszliśmy na dół aby kontynuować zwiedzanie. Weszliśmy również na piramidę de la Luna - ksiezyca, ale tym razem nasze wejście zakończyło się w połowie, gdzie drogę zagradza poręcz. Przewodnik wyjaśnił nam że piramida Księżyca pozbawia pozytywnej energii – więc tak sobie pomyślałem że może dlatego ta barierka w połowie K. Po tak wspaniale spędzonym dniu, zmęczeni, spaleni słońcem ale zadowoleni wróciliśmy do naszego Tenango aby następnego dnia wieczorem zasiąść do Wigilii ministranckiej.
Tradycją naszej grupy jest wspólna wieczerza wigilijna którą zawsze organizujemy w oktawie. W tym roku zorganizowaliśmy nasze przyjęcie wigilijne w restauracji El cine antiguo – której właścicielami są don Pepe i donia Lilia nasi dobrodzieje. Posiłki były tradycyjne meksykańskie jak: Posole, aroz con leche, tacos i wiele innych dań. Każdy z rodziców przygotował coś na ząb, wiec naprawdę było tego sporo.
Ostatnim akcentem kończącego się roku był wypad w góry, choć bardziej wypada powiedzieć wejście na górę w miejscowości Juchitepec. Nieco ponad połowa dzieciaków zdecydowała się na troszkę wysiłku po świątecznym obżarstwie. Z tej połowy zaledwie siedmioro zdecydowało się na wspinaczkę, najmłodsi pozostali z rodzicami na dole szykując dla odważnych posiłek. Wejście było dosyć trudne bo na górę nie prowadzi żaden szlak. Trzeba iść na przełaj przedzierajac się przez krzewy, trawę i uważając na żmije , węże i skorpiony. Po drodze spotkaliśmy dwie jaszczurki smocze zwane tu Lagartijon, lub Lagartija de dragon, w zupełności nie groźne, choć na to nie wyglądają. Do znalezisk też należy dolna szczęka osła. Na górę tzn: na szczyt weszliśmy w samo południe gdzie słońce zdało się podpiekać nas jak na patelni. Przy umieszczonych tam trzech krzyżach strzeliliśmy sobie fotki i po nie spełna godzinie wyruszyliśmy ku dołowi. Przy schodzeniu nie brakowało tyłkowania, czyli poślizgu i zjazdu na tyłku w tumanach kurzu. Te tyłkowania wywoływały mnóstwo śmiechu. Mi też się zdarzyło, tyle tylko że zamiast na tyłku to pojechałem na kolanach i brzuchu. Po zejściu na dół rodzice dzieci czekali na nas z sokami i czymś do zjedzenia. Zmęczeni, brudni i zakurzeni jednak szczęśliwi wspólnie zrobiliśmy zdjęcie, zjedliśmy posiłek i na koniec zagraliśmy w piłkę.
Końcówka roku jak i cały 2011 rok, był dla mnie jako formatora ministrantów bardzo bogaty w wielorakie doświadczenie to duchowo-religijne jak i to ludzkie. Jestem wdzięczny Bogu za dar powołania misyjnego i tych dzieciaków ich rodziny jak i was którzy czytacie te moje wypociny i że wspieracie mnie i tych z którymi tu jestem modlitwą, cierpieniem i ofiarą.Wielkie Bóg wam Zapłać i wszystkiego Bożego w tym Nowym 2012 Roku.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
































0 komentarze:
Prześlij komentarz