28 lis 2009

Milagro - Cud. Bóg bogaty w miłosierdzie. PL


„Miłosierdzie Boże ponad wszystkie dzieła Jego. Przeto miłosierdzie Boże na wieki wychwalać będę”.
Jest takie miejsce w naszym sanktuarium, które dla wielu pielgrzymow, parafian jak i dla mnie osobiście jest szczególnie wymownym miejscem zawierzenia siebie i swych intencji Bożemu Miłosierdziu. Tym miejscem które mam na myśli jest tablica w rogu świątyni przy obrazie Jezusa Miłosiernego do której są przyczepione zdjecia,karteczki z intencjami, kosmyki włosów, milagrosa i wiele innych rzeczy: pamiątek i symboli związanych z konkretnymi ludzmi i ich intencjami. Do tej tablicy nie tylko są przyczepione prośby ale i podziękowania za otrzymane łaski.Taka swoista tablica modlitwy którą wyrażają te oto przyczepione do niejdrobiazgi . Ilekroć znajduje się w pobliżu tego miejsca ogarnia mnie niesamowite przekonanie jak bardzo potrzebujemy w naszym zyciu Jego wsparcia i łaski. Jak bardzo jesteśmy mali wobec codziennych zmagań w trosce o nasze dziś i jutro i nie tylko nasze ale tych wszystkich którzy są nam bliscy i dalecy.

Było to w nie cały miesiąc po moim przybyciu do Meksyku. To same miejsce, zaduma i modlitwa nad naszą potrzebą Boga. W pewnym momencie poczułem delikatne stukanie w ramię. Odwróciłem się i zobaczyłem za moimi plecami dwoje młodych ludzi z małą dziewczynką na ręku ojca. Taka najzwyczajniejsza rodzina. Przywitałem się i zapytałem co słychać? W odpowiedzi usłuszałem prosbę o pobłogosławienie ich córeczki ponieważ wykryto u niej złośliwy nowotwór. Wyjaśniłem im że nie jestem ksiedzem tylko bratem zakonnym i z błogosławieństwa nic nie będzie, ale mogę się wspólnie z nimi pomodlić w intencji małej Ximeny (czyt. Himena). I tak wspólnie przed obrazem Jezusa Miłosiernego przy tablicy próśb i podziękowań modliliśmy się za ich córeczke i całą rodzinę o potrzebne siły.
Po modlitwie zamieniliśmy jeszcze kilka słów, a właściwie rozmawialismy o chorobie ich córki. Starałem się jakoś pocieszyć i wesprzeć . Więc zadeklarowałem im swoją pamięć o trzyletniej Ximenie i ich rodzinie w moich modlitwach. Tak też się rozstaliśmy nie wymieniając nawet nr. telefonów i nie mając ze sobą innego kontaktu jak tem przez wiarę w Opatrznosć Bożą.
Przez kolejne miesięce nie jednokrotnie wracałem do tego spotkania w mych modlitwach i wspomnieniach tych może 20 minut modlitwy i rozmowy. Cały czas towarzyszył mi obraz tych rodziców-małej dziewczynki chorej na raka. Byli tacy spokojni a zarazem dawała się, odczuć jakaś wewnętrzna siła-rodziców Ximeny-szczególnie kiedy powiedzieli że zrobią wszystko co będą mogli zrobić po ludzku jako kochajacy rodzice z punktu wiary i opieki medycznej. Pamiętam że jeszcze dodali iż ich córeczka to nie ich własność ale że należy do Boga.
I tyle, nic wiecej.
Jednak ta ich postawa zakodowała się w mym umyśle na dobre.
21. czerwca br. jak w każdą niedzielę odprawiała się msza Święta z udziałem dzieci o godz 9.30 której przewodniczył ks. Bartek. Jak to na mszy z udziałem dzieci było spontanicznie i dosyć gwarnie. Na Ojcze nasz… Bartek zaprosił dzieci do presbiterium aby wspólnie odśpiewać Modlitwę Pańską trzymajac się za dłonie. Między dziećmi była taka mała dziewczynka z bardzo krótkimi włosami i niesamowicie roześmianą buzią. Zaraz zorientowałem się że z pewnością nie jest z parafii, bo twarze dzieciaków z parafii to już znam.

Po Mszy odprawiłem ministrantów do domów no i już miałem zamiar udać się na plac przed kościołem kiedy to w pewnym momencie ta mała roześmiana dziewczynka z Ojcze nasz… zatrzymała mnie w drzwiach zakrystii i spytała: Pamietasz mnie…? Zanim wystękałem moją odpowiedz do zakrystii weszło jeszcze kilka osób. Widząc że nie wiem co odpowiedzieć, przywitali się szybko i zapytali mnie czy przypominam sobie pewną rozmowę i modlitwę z przed ok. 10 miesięcy w intencji chorej dziewczynki i jej rodziny. W tym momencie wszystko wydało mi się jasne; ta roześmiana buzia i te krótkie włosy. Wtedy już byłem pewien że to ta rodzina o której tyle myślałem. Zanim zapytałem o stan zdrowia Ximeny jej rodzice powiedzieli mi z wielką radościa że przyjechali do sanktuarium podziękować Jezusowi za dar zdrowia ich córeczki. Kamień spadł mi z serca i ogarnęła mnie wielka radosć. Wraz z Ximeną i jej rodzicami przyjechali dziadek , wujek oraz starsza siostra. Udalismy się do pokoju gościnnego aby wspólnie móc się cieszyć z daru zdrowia ich córki. Jednak zanim przygotowałem kawę i ciastka zaprosiłem wszystkich na chwilę dziekczynienia do naszej domowej kaplicy, przed oblicze Tego który jest żródłem wszelkich łask. Modląc się spontanicznie zostało wypowiedziane dziekczynienie za dar zdrowia córki ale tez że przez czas tej trudnej próby Bóg umocnił i zjednoczył całą rodzinę.
Po modlitwie rozmawialiśmy jeszcze dłuższą chwilę bawiac się z 4 letnią Ximeną i jej starszą siostrą. Tak wspólnie spędzajac ten radosny czas zapytałem o tę modlitwę z kaplicy i to dziękczynienie za dar jednosci w rodzinie. Wszyscy zaczęli opowiadać o wczesniejszych relacjach i jak Pan przez chorobę Ximeny odnowił myślenie i rozpalił ognisko miłości rodzinnej między krewnymi.
Zaś sama Ximena-to czysty ogień, pełna radosci, pogody ducha i niewyczerpanej siły. W czasie tej wizyty zdąrzyła się ze cztery czy pieć razy przewrócić, pozbuierać się i znów ruszyć do zabawy. I gdyby nie króciutkie włosy świadczace o przebytej chemioterapii to nie sposób byłoby się domyślić że ta mala figlarna dziewczynkam przebyła tak trudną walkę z nowotworem.
Jest radosć!-tak zwykł mówiać śp. Proboszcz ks. Alojzy Brzezina z mojej rodzinnej miejscowości. Jest radosć! Jestem przekonany że Bóg nie jest głuchy na głos naszego wołania. Nie zawsze potrafimy zrozumiec znaczenie doświadczenia cierpienia w naszym życiu i naszych bliskich. I ja także nie jestem w tym przypadku wyjątkiem i nie znam odpowiedzi na pytanie: Dla czego?, a cierpienie też przepełnia mnie trwogą. Jednak takie świadectwo wiary i postawa pełna ufności w Boże Miłosierdzie i Jego opiekę nad nami- jakiego doświadczyłem od tej rodziny-napełnia mnie nadzieją i przekonaniem że „Bóg z tymi którzy go miłują”.
Imię: Ximena w języku indian Navarro znaczy: „Ta co słucha”. Tego jej życzę aby zawsze w swym życiu słuchała i wypełniała wolę Boga. I choć to nie jest łatwe aby się nawracała i trwała w obliczu Jego miłóści miłósiernej - bo to On jest nszą nadzieją i przyszłością.

Z misyjnym pozdrowieniem Br. Miguel Szczygioł SAC

17 lis 2009

Pierwszy Roczek los monaguillos. PL

Pierwszy Roczek ministrantów z Tenango del Aire.

Tak, tak , miną nam pierwszy rok jako formalnej grupy ministrantów-„los monaguillos”. Wszystko zaczęło się po moim przyjeździe do Meksyku aby posługiwać w naszej parafii św. Jana Chrzciciela i sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Moją pierwszą inicjatywą było właśnie utworzenie grupy ministrantów, co z Bożą pomocą udało się. Wcześniej takowej grupy nie posiadaliśmy. No i ruszyło to Boże dzieło 15 listopada 2008r. Pierwsza grupka kandydatów liczyła osiem osób. Dziś po roku liczy cała grupa 27 ministrantów. Jest to grupa mieszana stanowi ją 11 chłopców i 16 dziewczynek w wieku od 8 do 16 lat.

Naszą pierwsza w historii uroczystość rocznicową rozpoczęliśmy o godz. 9.30 Mszą Świętą, której przewodniczył ks. Bartek. Podczas tej Mszy- jest to parafialna msza dziecięca po raz pierwszy wprowadziliśmy wraz z ministrantami śpiewy przy akompaniamencie gitary. To taki zaczyn pod budowę scholki muzycznej. Również podczas Eucharystii miały miejsce dwa ważne wydarzenia:
Pierwszym było wprowadzenie do grupy pięciu nowych kandydatów, którzy otrzymali stroje ministranckie, a drugim wydarzeniem było poświecenie nowego sztandaru naszej grupy z wizerunkiem jej patrona Św. Wincentego Pallottiego. Sztandar wykonał rodzic ministranta Samuela. W przygotowaniu jest jeszcze jeden sztandar z wizerunkiem Jezusa Miłosiernego.

Po uczcie Eucharystycznej było jeszcze pamiątkowe zdjęcie, a następnie coś dla ciała. ogrodzie za domem przygotowaliśmy dwa duże namioty w cieniu których posililiśmy się tradycyjnym meksykańskim śniadaniem, wraz z rodzinami ministrantów i ich bliskimi. Tak z około 70-80 osób.
Dzieci jak to dzieci, posiliwszy się nie co zaczęły bawić się w ogrodzie, i odbył się również tradycyjny mecz piłkarski pomiędzy ministrantkami i ministrantami. Tym razem wygrali chłopaki. Zagrał również ks. Bartek ale nie wiem po czyjej był stronie.

Nigdy bym nie przypuszczał że Bóg tak mi pobłogosławi w pracy z ministrantami, a dokładnie w tworzeniu od podstaw tej grupy i budowania relacji koleżeńskich pomiędzy dziećmi jak i rodzicami. Z mojego skromnego doświadczenia z polski, nie miałem pojęcia że budowanie ministrantów od podstaw może być tak trudne i wymagające. W naszej Polskiej rzeczywistości parafie bez ministrantów to chyba margines. Tu w Meksyku jest trochę odwrotnie. W budowaniu tejże grupy czuje się jak pionier. Każdy detal, element służby ministranckiej i chociażby pewien poziom kultury osobistej ministranta wymaga wyjaśnienia i nauczenia. Jako młody ministrant w Polsce uczyłem się od starszych kolegów i podpatrywałem ich w czasie Mszy i nabożeństw. Tu dzieciaki nie mają starszych kolegów i koleżanek od których mogli by się wiele nauczyć. Sam dla nich muszę być takim starszym ministrantem. A cierpliwości nie zawsze mi starcza. No cóż ideałem nie jestem i sam się uczę wiele od moich młodszych przyjaciół. Nie przypadkowo użyłem słowa "przyjaciół". Dzieciaki z grupy wiedzą że tak ich nazywam ponieważ tego czego od siebie chcę ich nauczyć to że: najlepsza relacja jest wtedy kiedy jest obopólny szacunek dla siebie, a w przyjaźni szacunek to podstawa. Moja relacja do nich i ich do mojej osoby jest czymś więcej niż wychowawca a uczeń. Moja filozofia polega na tym że w do grupy się przynależy i poddaje się formacji bo się chce ,a przynależność do grupy to styl i sposób na życie. Chcę w tych moich młodszych "amigos" wzbudzić entuzjazm i swego rodzaju zafascynowanie tym co robią dla Kościoła,a także staram się im ukazać że pomimo swego młodego wieku i oni odczytują swe dziecięce i młodzieńcze powołanie.

Tak ja to robię nie zawsze tak doskonale jak to opisuję ale robię. Poco a poco – po mału ale do celu. Życzę ministrantom z Tenango wiele łask i aby trwali w dobrym i służbie dla Chrystusa, i czerpali z tego wiele pożytku dla ducha i zbudowania swego człowieczeństwa na wartościach chrześcijańskich.
No i jeszcze jednego im życzę aby żyli z pasja i tę pasje odkrywali w Chrystusie któremu tak blisko służą.

12 lis 2009

DNI RODZINY w Tenango. PL


W dniach od 8 do 12 listopada w naszej parwfii Tenango del Aire, odbyły się dni rodziny. Taka inicjatywa została zadana wszystkim parafiom diecezi Valle de Chalco, przez naszego ordynariusza. W niniejszym artykule po krótce opowiem o tych spotkaniach.

Od niedzieli do czwartku odbywały się w naszej parafii o godz. 18.00 „Dni Rodziny”. Rozpoczynalismy Mszą Świętą a po mszy głoszone były konferencje przez rodziny z naszej grupy parafialnej rodzin ”Sagrada Familia” – „Święta Rodzina”. Było to ciekawe doświatczenie móc słuchać konferencji przygotowanych przez małżeństwa dzielace się zarazem swoim doświatczeniem wiary i rodzicielstwa.
Spotkania wraz z konferencjami poprowadziły trzy rodziny z róznym starzem małrzeńskim i rodzicielskim. Kazde z małżeństw przygotowało jeden temat ze Światowego spotkania rodzin, które to odbyło się w tym roku w Meksyku. Co ciekawe nie opierali się oni tylko i wyłącznie na trasciach zawartych w opracowaniach danego tematu ale po przedstawieniu ogólnym dzielili śie własnym doświadczeniem i spojrzeniem na konkretne tematy.


Nie chwalac się bo nie oto mi chodzi ale powiedzieć o tym trzeba: W dniach rodziny wzięło udział bardzo dużo rodzin z naszego Tenango i nie tylko. Cieszy też fakt że kościół nie świecił pustkami i że wypełniał się każdego dnia nie tylko rodzicami ale i ich pociechami, co tworzyło świetny klimat Kościoła jako jednej wielkiej rodziny Bożej.

Na zakończenie tych dni podczas mszy świetej po kazaniu małżeństwa sakramentalne odnowiły swoje przyzeczenia małżeńskie, a w czasie Adoracji, każda z rodzin otrzymała indywidualne błogosławieństwo Najświetrzym Sakramentem z rąk ks. Bartka. Każda rodzina podchodząc do błogosławieństwa wypowiadała konkretną prosbę przed obliczem Jezusa Eucharystycznego a nastempnie po krótkiej adoracji otrzymywała błogosławieństwo. Serce rosło kiedy można było widzieć rodziny zbliżające się do Jezusa trzymające się za rece w geście wiezi rodzinnej. Przychodziły całe rodziny niektóre w drugim i trzecim pokoleniu, ze swymi dziatkami, dziećmi wnuczętami. Na ten widok przypomniały mi się słowa: „Rodzina Bogiem silna”. Wsumie ostatniego dnia nasze modlitewne spotkanie trwało niemal dwie i pół godziny, jednak nie czuło się upływajacego czasu.


Myślę że w przyszłym roku już nie z polecenia biskupa, ale po doświadczeniu tegorocznym, będzie trzeba obowiąskowo zorganizować poraz drugi te dni. Mam nadzieję że te spotkania na stałe wejdą do kalendarae liturgicznego naszej parafii i sanktuarium.






Br. Miguel Szczygioł SAC

5 lis 2009

DIA DE LOS MUERTOS cz. 2 PL


Aby dopełnić całości Dia de los muertos. Zamieszczam zdjęcia z miejscowości Mixquic, która słynie na cały środkowy Meksyk z obchodów Wszystkich świętych i dnia Wszystkich zmarłych.

Przez te dwa dni w roku miejsce to a konkretnie cmentarz i główną ulice prowadząca do kościoła odwiedzają dziesiątki tysięcy wiernych i nie tylko. Również na każdym kroku można znaleźć wielu turystów z zagranicy. Nie mówiąc już o prasie i telewizji.

Miejsce to słynie z obchodzenia tam bardzo hucznie i okazale tychże świąt. Pierwszego i drugiego dnia w nocy ucztuje się na grobach zmarłych , gra muzyka są mariachis, sporo tradycyjnego jedzenia jak i alkoholu. Fiesta na całego. Na głównej drodze rozstawione są setki stoisk z bardzo szerokim asortymentem, od jedzenia po różne gadżety w stylu „super tandeta”. No po prostu jest tam wszystko.

Za kościołem na przylegającym do niego placu miejskim rozstawiona jest scena na której odbywają się koncerty. Będąc tam 2 listopada z ks. Bartkiem trafiliśmy właśnie na koncert zespołu Metalowego. Co ciekawe nikomu ten styl nie przeszkadzał a publiczność się świetnie bawiła. Warty podkreślenia jest fakt ze w śród publiczności nie brakowało ludzi dorosłych jak i w wieku sędziwym. Jak to określił Bartek: Meksykanie mają wielką tolerancje muzyczną. Ważne aby coś się działo.

Szczerze mówiąc to cały ten chaos i zamieszanie jakie tam panuje strasznie mnie zmęczyło . Zdecydowanie bardziej wole nasza polska zadumę i to zatrzymanie się oraz pochylenie nad własnym przemijaniem, myśląc o tych którzy już odeszli.
"Co kraj to obyczaj".





3 lis 2009

DIA DE LOS MUERTOS cz. 1 PL


1 Listopada, to szczególna data w kalendarzu Kościoła Katolickiego. Tego dnia obchodzimy uroczystość Wszystkich Świętych, a więc całe niebo i ziemia świętują zasługi, heroizm , wiarę, nadzieje i miłość ich ku Bogu i słóżbie ludziom; tych wszystkich bohaterów naszej świętej wiary. W Polsce jak doskonale wiemy z własnej kultury i tradycji ten dzień jest okazją do zadumy i refleksji nad tymi którzy poprzedzili nas w drodze do domu Ojca i przekroczyli bramy raju. Ośmielę się rzec że chyba nawet bardziej 1 listopada przypomina w naszej kulturze Dzień Zaduszny. Ponieważ więcej w nim smutku i nostalgii aniżeli radości że wielu spośród naszych braci i sióstr w Chrystusie otrzymało wieniec chwały. No ale to nasza tradycja, którą szanuję.
W mym artykule chciałbym po któtce opowiedzieć o Świecie zmarłych –Dia de los difuntos- tak nazywany w Meksyku jest 1 listopada, który prawdę mówiąc obejmuje również Dzień wszystkich wiernych zmarłych 2 listopada. Choć jak doskonale wiemy ten dzień to Dzień wszystkich świętych, no ale jak zwał tak zwał.
Nie chcę tu porównywać naszych obchodów i tradycji tego święta bo to dwa różne światy i tradycje. Po prostu , krótko opisze jak ten dzień wygląda w miasteczku mej posługi Tenango del Aire.
Już na dobry tydzień przed 1 listopada, w sklepach, restauracjach, szkołach , domach prywatnych, stacjach benzynowych i gdzie tylko się da pojawiają się ozdoby przedstawiające kościotrupy, czaszki, kosy i wiele innych elementów mówiących o tym święcie. Po prostu śmierć na wesoło. Również i tu przeniknął zwyczaj Halloween, z sąsiednich Stanów Zjednoczonych. Po mimo to meksykanie wypracowali że tak powiem swój styl Halloween i to z większą przewagą własnej tradycji. Ponieważ religia pierwotna indian już od dawna oddawała kult swoim zmarłym, a tradycje tamtejszych pokoleń przetrwały w dużym stopniu do dziś. Muszę też dodać że i media w tym względzie nie są obojętne. W telewizji, radiu i prasie cały czas trwa kampania reklamowo marketingowa, bo to nie tylko zabawa ale i wielki obrót w handlu. Na każdym kanale przez dwa dni można oglądać programy rozrywkowe, filmy i teleturnieje w zabarwieniu tego święta a jeszcze bardziej w stylu Halloween. Też od południa transmitowane są- peliculas de terror – filmy grozy, które cieszą się w Meksyku wielką popularnością.Po prostu jedno wielkie święto, ale po Meksykańsku czyli z zachowaniem własnej kultury i zwyczajów, a znów z drugiej strony jest to medialne imarketingowe –schow- tak po Amerykańsku.
Ciekawe tradycje:
Na szczególna uwagę zasługują „ofrendas”-krótko mówjąc specjalnie szykowane w domach i innych miejscach, ołtarze z ofiarami dla zmarłych. W skład tych ofiar wchodzą ofiary pokarmowe, napoje w tym też alkohole, papierosy, perfumy, ubrania i wiele innych rzeczy do których przyzwyczajeni byli ich bliscy zmarli. W niektórych domach stoły (ołtarze) uginają się pod ciężarem rozmaitych ofiar dla zmarłych. Ustawiane są figurki śmierci, czasami bardzo realistyczne, a czasami znów wręcz komiczne. Można też spotkać w domach i innych miejscach postacie zmarłych wykonane z ubrań zmarłego na kształt człowieka. Robi to mocne wrażenie szczególnie na mnie. Znów w innych przypadkach u wejścia do domu można napotkać siedzącego sobie kościotrupa, bądź jakiegoś potwora, czasami zwisającego na sznurze.

Klasycznym przysmakiem i zwyczajem jest przygotowanie samemu lub zakupienie chleba zwanego „Pan de muerte” – chlebem zmarłych. Może mieć on wiele form i kształtów, a w smaku jest słodki i naprawdę smaczny szczególnie z ciepłym mlekiem lub atole.
Od rana po ulicach naszego Tenango przemykają grupki dzieci z rodzicami prosząc o słodycze u sklepikarzy i po domach. To znamy doskonale z wpływ kultury Amerykańskiej i związanej z nią tzw. świętem halloween.
Tradycją naszej parafii jest również odwiedzanie domów, z tą różnicą że odwiedzamy domy tych którzy zmarli w minionym roku. Taka wizyta polega na wspólnej modlitwie za zmarłego, chwili refleksji i rozmowy. Towarzyszą nam również nasi parafianie. W tym roku ks. proboszczowi Grześkowi towarzyszyła grupa młodzierzy, Ks. Bartkowi panie z Akcji Katolickiej i innych grup, a ze mną wybrali się najmłodsi tj. ministranci, ich rodzeństwo i kilku rodziców. Na zakończenie takiej wizyty tradycyjnie rodzina zmarłego zaprasza na mały poczęstunek a na drogę wszyscy otrzymują jedzenie, owoce i słodycze. Bardzo miły zwyczaj, a po takim wieczorze ma się jedzenia na tydzień. Mieszkańcy Tenango w swojej hojności nie znają granic.
Zgrzeszył bym jeśli bym nie ukazał swery duchowej tych świąt. Nie jest tylko tak że wszystko jest na wesoło. Oczywiście w swej formie zewnętrznej tak to wygląda. Jednak jesteśmy wszyscy śmiertelni i śmierć nieodzownie towarzyszy nam w naszym życiu i życiu naszych bliskich. W wielu domach które odwiedziliśmy z dziećmi jak i u wielu znajomych zauważyłem zadumę, smutek ale i nadzieję że: „smierć niczego w nas nie skończy i że śmierć będzie nam początkiem nowego życia”.
Jest tu inaczej pod względem Swieta Wszystkich Swiętych jak i w dzień zaduszny ale…przecierz wszystkie kraje i narody mają swoja piękną i niepowtarzalną kulture z towarzyszącymi jej zwyczajami. To stanowi bogactwo naszego świata i też Kościoła. Oczywiście wiele róznych tradycji i zwyczajów mają kożenie pogańskie. Jednak tu w Meksyku co ciekawe przenikają się one wzajemnie. A my nie osądzajmy zbyt pochopnie aby się nie osądzić. Bo czyż i w naszym kraju pomimo tysiącletniej tradycji chrześcijańskiej jesteśmy wolni od zabobonów i tradycji naszych przodków? Chociażby „czarnego kota”, „stłuczonego lustra”, czy: „nie wstawania rano lewą nogą” i wielu innych…, bo przyniesie to pecha i wiele inych następstw, których się boimy?
Pozdrawiam Br. Miguel.