26 paź 2009

Eremita del Silencio-Eremita ciszy. PL

Eremita del Silencio-Eremita ciszy.

Każda osoba poświęcona Bogu na Jego wyłączną służbę ma jako obowiązek i zadanie odbycia corocznych rekolekcji. Czas bardzo ważny w naszym życiu i posługiwaniu. Powiem szczerze ze zawsze rekolekcje były i są czymś bardzo ważnym w mym życiu zakonnym. Jednak jeszcze nigdy dotąd tak bardzo nie tęskniłem za tym szczególnym czasem. Miną mój pierwszy rok posługi misyjnej w Meksyku i jak mówi stare przysłowie: „Pierwsze koty za połoty”. Tak mam to powiedzmy już za sobą. Jednak ten rok przyniósł wiele zmian w mym życiu i nowych doświadczeń jak i błędów. Tak- błędów!, bo od słabości i głupoty nie jesteśmy zwolnieni. Niesamowicie bardzo potrzebowałem tych rekolekcji, powiem że: „Jak ryba wody”. Rekolekcje to czas odnowy, poprawy i naładowania akumulatorów-tych duchowych, psychicznych i również fizycznych. Także jest to okazja do jeszcze ściślejszego zjednoczenia się z Tym bez którego nie da się żyć i posługiwać-Boga.
W poniedziałkowe przed południe moi współbracia od transportowali mnie na miejsce mych rekolekcji. Po raz pierwszy w mym życiu nie tylko tym zakonnym udałem się na rekolekcje indywidualne do miejsca zwanego Eremita ciszy-Eremita del silencio. A wiec jak sama nazwa wskazuje do eremu; założonego przez ojca Jeronimo-franciszkanina. Miejsce przepiękne, bardzo nietypowe i zarazem surowe. Erem położony jest na zboczu wulkanu Iztaccihuatl (5230m n.p.m.) na wysokości przeszło 3000m z kawałkiem. Naprzeciwko w odległości kilku kilometrów wyłania się drugi wulkan Popocatepetl (5452m n.p.m.) z tą różnicą że jest on czynnym wulkanem, przepięknym i groźnym. W dole jest piękna zalesiona dolina i spadająca z góry w rwącym tańcu spiral i kaskad rzeka. Miejsce wydaje się jak by wyjęte z bajki. Powiem śmiało cud natury, cud stworzenia. W dzień temperatura powietrza skacze z godziny na godzinę z uwagi na silne nasłonecznienie jak i nagłe zmiany pogody. Znów w nocy zdecydowanie słupek rtęci spada w dół nawet w okolice zera a czasami poniżej.
Twórca tego eremu o.Jeronimo jest artystą i określa erem jako miejsce Ewangelizacji poprzez sztukę. I rzeczywiście tak jest. Na każdym kroku można natrafić na jakiś symbol :obraz czy figurę i na wiele wiele innych elementów mówiących nam o obecności Boga, Maryi i świętych. Po prostu nie sposób w tym miejscu nie wznosić się myślami ku Bogu i temu co boskie.
Rekolekcje rozpocząłem 19 października i odprawiałem je przez pięć dni. Pięć dni w zupełnej ciszy i samotności, choć na jej towarzystwo nie narzekałem, a cisza była mi przyjacielem. Coś niesamowitego. Po raz pierwszy raz w życiu byłem przez piec dni pogrążony w milczeniu, z dala od cywilizacji i w odosobnieniu. Byłem tylko ja i ON, było ON i ja. Cudowne doświadczenie zarazem własnej nędzy, małości i bezsilności wobec Jego obecności , ale jeszcze bardziej przeogromnej Bożej miłości miłosiernej. Modlitwa przeplatała się z medytacja, medytacja z zaduma, zaduma z podziwem otaczającego mnie piękna przyrody i bogactwa symboliki tego miejsca. Czułem się jak bym zawsze w tym miejscu był, jak by to miejsce stanowiło część mnie samego, a ja cześć tego miejsca. Po prostu było mi dobrze. Praktyki duchowne dostarczyły mi wiele sił, ponieważ to był dialog z Nim. Ja mówiłem Bóg słuchał, Bóg mówił ja słuchałem. Pytałem, przepraszałem, dziękowałem i prosiłem nie tylko za siebie, ale i za was wszystkich którzy czytacie ten artykuł i za wszystkich innych.
Każdy dzień upływał mi zgodnie z cyklem przyrody. Erem nie posiada elektryczności, tak wiec kiedy budził się dzień budziłem się i ja. Kiedy zapadała noc tak też i ja zapadałem w sen. Mówi się ze ktoś wstaje i zasypia z kurami, tak też było i ze mną. Taki naturalny cykl życia, dyktowany nam przez obrót ziemi i przyrodę. Także przygotowanie posiłków, było w moich rękach. O tyle wygodnie było ze skromna kuchnia posiadała piecyk gazowy. Kolejnym luksusem była ciepła woda pod prysznicem, a przynajmniej miała być. No ale człowiek nie taki ze zaraz miał by się zniechęcać. Przecież i pod zimna wodą można się umyć. No nie? W końcu nie przyjechałem do pięcio gwiazdkowego hotelu ale do eremu. Powiem szczerye ze te zdawać by się mogło nie udogodnienia mogły stanowić dla mnie jakiś problem? Odpowiadam szczerze ze nie. Jeszcze bardziej mobilizowało mnie to do dobrego gospodarowania czasem, tak aby dzień wykorzystać w pełni, a noc na spoczynek. Samo zaś używanie świeczek nadawano temu miejscu surowości ale i zarazem wspanialej aury oderwania się od naszych wygód cywilizacyjnych, a bijacy blaskiem i ciepłem kominek to była nagroda, po całym dniu.
Bogu dziękuje za ten szczególny czas, refleksji, zadumy, modlitwy, medytacji. Bogu skladam dzięki za czas , którym mnie obdarzył i że pomógł mi spojrzeć na siebie z cała szczerością i prawda o mnie samym. Dziękuję również wszystkim którzy w tym szczególnym dla mnie czasie towarzyszyli mi swa modlitwą i towarzyszą mi przez cały czas w mym powołaniu pallotyńskim i misyjnym. Ja również pamiętałem o was i , nie zapominam. Niech was wszystkich Bóg błogosławi a Maryja otacza płaszczem swej macierzyńskiej miłości.
Z misyjnym pozdrowieniem: Hno. Miguel Szczygioł SAC

GALERIA W KOLORZE.








































To do zas.

0 komentarze:

Prześlij komentarz