21 sie 2009

I PO WAKACJACH !!! PL


Ostatni tydzień wakacji w parafii.

Niestety z czwartego tygodnia nie napisałem relacji ponieważ w tym czasie miałem inne zajęcia i nie mogłem towarzyszyć dzieciakom.
Jednak w ostatnim tygodniu byłem już z dziećmi i teraz pokrótce opowiem jak było. A było ciekawie i wesoło.

Ostatni tydzień rozpoczęliśmy we wtorek od zajęć z Matro gimnasi- to taka forma aktywności ruchowej dzieci wraz z ich rodzicami. Zajęcia poprowadziła Yadira. Zajęcia polegały na aktywizowaniu rodziców do zabawy ruchowej ze swymi dziećmi. Mają
one na celu zbliżanie rodziców ze swymi dziećmi poprzez wspólne zajęcia ruchowe w formie zabaw i konkursów. Bardzo mi się to spodobało bo nie częstym widokiem jest kiedy to rodzice wraz z dziećmi oddają się wspólnej zabawie. W tych zajęciach rodzice stają się jak dzieci odkrywając jak wspaniale oderwać się na chwilę od spraw
życia dorosłych. Te zajęcia świetnie integrują rodziny i pokazują że w każdym z nas

dorosłych dżemie dziecko. Znów dla dzieci takie zajęcia pokazują że rodzice wcale nie są takimi smutasami, i nie rozumieją ich dziecięcego świata.
Środowe zajęcia poświęciliśmy na przygotowania związane z Balem Przebierańców, który zaplanowaliśmy na czwartkowy wieczór. Tak więc było dmuchanie balonów, dekorowanie Sali i przy okazji wiele dobraj zabawy z tym związanej.
Czwartek rozpoczęliśmy już od godz 11.00 zajęciami plastycznymi. Było to zarazem ostatnie spotkanie wakacyjne z naszą Maestrą Elizabeth. Podczas zajęć wszyscy wspólnie na kilku metrowym zwoju papieru wykonaliśmy techniką odciśniętej dłoni, pejzarz wulkanów. Zabawa była wspaniała tym bardziej że nie używaliśmy pędzli tylko nasze dłonie posłużyły nam za narzędzia . I w takiej technice stworzyliśmy naszą finałową pracę. Byo bardzo kolorowo jak to bywa przy tego typu technice. A to dla tego że dłonie zanużone we farbie nie tylko odcisnęły się na papierze ale i na twarzach i ubraniach twórców tego dzieła.

O godzinie 17.30 w drugiej części atrakcji czwartkowych rozpoczęły się Baile de disfraze – Bal przebierańców. Bawiliśmy się przez prawie ponad 3 godz. Nie zabrakło oczywiście zabaw i konkursów,
które cieszyły się wielkim powodzeniem i za interesowaniem dzieci i ich rodziców. Między innymi był bieg z surowym jajkiem, zawody szukania truskawki w bitej śmietanie, pompowanie balonów aż pękną i wiele, wiele innych atrakcji.

A jeśli bal to i tańców nie zabrakło do muzyki popularnej słuchanej w meksyku. Dosyć specyficznej jak na mój gust, ale zato przez meksykan uwielbianej. Tego dnia również oficjalnie zakończyliśmy nasze wspólne przygody i aktywności wakacyjne.
Nie zabrakło również słów podziękowań dla rodziny szczególnie nam przychylnej, za wszystkie dobro i możliwości jakie nam dali aby dzieci z grupy ministranckiej wraz ze swym rodzeństwem mogły spedziś pięknie czas wakacji.


Rodzina państwa Gonsalez Aragon otrzymała gromkie brawa od dzieci i rodziców oraz Prezydenci naszego Tenango za okazaną pomoc.

Jednak na tym nie koniec. Pomimo oficjalnego zakończenia wakacji, w sobotę z inicjatywy kilku rodzin organizowaliśmy dla chętnych Dia de campo- czyli Wycieczkę terenowa, na okoliczną Górę zwaną Coronia.
W niewielkiej grupie 8 rodzin udaliśmy się w góry. Po przybyciu na miejsce, rozpaliliśmy ognisko i przygotowaliśmy co nie co na ząb. Następnie ojcowie zawiesiwszy linę na gałęzi drzewa zrobili dla dzieci huśtawkę.
No i mnie tez zachciało się po bujać. I tak mnie dzieci rozbujały że w pewnym momencie wyfrunąłem z lin i niczym szczygieł nad polem. Poszybowałem kilka metrów i moją przygodę z lataniem zakończyłem twardym lądowaniem na łące. Poza kilkoma stłuczeniami wyszedłem z tego prawie bez szwanku.
Jednak tego dnia prześladował mnie pech. Kolejnym naszym pomysłem był mecz piłki nożnej pomiędzy ojcami ze swymi synkami a mamami z córkami. Ja dołączyłem do ekipy dam z uwagi na nierówne siły. Wszyscy walczyliśmy jak przystało na rasowych zawodników, na wyboistej łące.
W pewnym momencie stwierdziłem że zdejmę byty górskie z nóg aby nie stanowić szczególnie dla dzieci zagrożenia. I w ten sposób ściągnąłem na siebie samego zagrożenie. W pewnym momencie po kapitalnej akcji mam dopadłem do piłki i oddalem potężny strzał tak potężny że jeden z chłopaków zamiast w piłkę trafił w moją stopę i poczułem tylko nie miły ból w dużym palcu.
Od razu poczułem ze coś nie tak. Ale jak to w ferworze walki grałem do końca tylko z chodzeniem miałem problem. Po cało dniowej wyprawie wreszcie wróciliśmy do Tenango. Po zmęczeniu nie tylko dzieci ale i nas dorosłych można było wywnoskować że to był bardzo udany aktywny wypoczynek.
Zaś na pamiątkę tych wakacji mam stopę w szynie gipsowej i kule ortopedyczne pod pachami. Mimo to jestem Bogu wdzięczny za ten czas i że mogę pracować w Mexico en Tenango del Aire.

4 komentarze:

  1. Michal super ze o tym piszesz, daj jeszcze notke do prowincji, niech wiedza ze mozna cos zrobic. Tak trzymaj i kolejnych dobrych pomyslow. pozdrawiam z Brazylii

    OdpowiedzUsuń
  2. Ruch górą !!! Nawet ze złamanym palcem!!! Pozdrawiam Ciebie Michałku! Maciej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pozdrawiam Cię br. Michale. Życzę Ci dalszej owocnej pracy. Masz bardzo ciekawe blogi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam Cie Br.Michale,masz bardzo ciekawe blogi,wspaniale pomysly,i duzo serca dla swoich podopiecznych.Zycze Ci cierpliwosci i wytrwalosci,oraz dalszych sukcesow,i wspanialych pomyslow.

    OdpowiedzUsuń